Przejdź do treści

Kasztany, których wystarczyło dla wszystkich

Możesz także posłuchać tego artykułu.

Ksiądz Bosko obiecał chłopcom kasztany po powrocie z cmentarza. Kiedy zaczęto je rozdawać, okazało się, że ugotowano ich o wiele za mało. Ta listopadowa historia z Valdocco przeszła do salezjańskiej pamięci jako opowieść o cudzie. Zaczyna się jednak od czegoś bardzo zwyczajnego: modlitwy za zmarłych i pragnienia, żeby sprawić młodym radość.

Historyczne przedstawienie księdza Bosko rozdającego kasztany z koszyka chłopcom wyciągającym czapki.
Domenico Mastroianni, przedstawienie rozmnożenia kasztanów, tablica 39 z 1929 roku. Źródło: sangiovannibosco.net.

Trzy worki i jeden mały garnek

Była jedna z niedziel po Wszystkich Świętych 1849 roku. Ksiądz Bosko poprowadził w kaplicy tak zwane ćwiczenie dobrej śmierci — praktykę religijną pomagającą przygotować się na spotkanie z Bogiem. Potem zabrał na cmentarz chłopców mieszkających w oratorium oraz tych, którzy przychodzili do niego z miasta. Szli modlić się za zmarłych. Po powrocie na Valdocco miał czekać na nich poczęstunek.

Kasztany były kupione. I to aż trzy worki. Mama Małgorzata, matka księdza Bosko, która pomagała mu prowadzić dom dla chłopców, ugotowała jednak tylko niewielką część zapasu. Sądziła, że tyle wystarczy, aby syn mógł obdarować młodzież.

Józef Buzzetti, jeden z młodych pomocników księdza Bosko, wrócił wcześniej od pozostałych. Zajrzał do kuchni i od razu zauważył problem: na ogniu stał mały garnek. Kasztanów było zdecydowanie za mało.

Tymczasem nadchodzili już chłopcy. Ksiądz Bosko stanął w progu kościoła św. Franciszka Salezego. Buzzetti przesypał ugotowane kasztany do koszyka i trzymał go w ramionach. Młodzi podchodzili, wyciągając swoje czapki, a ksiądz napełniał je szczodrze.

Był przekonany, że mama ugotowała cały zakupiony zapas.

Obietnica i prawie pusty koszyk

Buzzetti próbował go powstrzymać. Przy takich porcjach nie wystarczy nawet dla połowy oczekujących. Ksiądz Bosko odpowiadał, że przecież kupiono trzy worki. Dopiero pomocnik wyjaśnił mu, że ugotowane jest wyłącznie to, co właśnie rozdają.

Mimo to porcje pozostały równie obfite. Wreszcie na dnie koszyka zostało tyle, ile można było dać dwóm lub trzem osobom. Według relacji zapisanej w „Memorie Biografiche” chłopców było około sześciuset, a poczęstunek otrzymała dotąd zaledwie jedna trzecia.

Ci, którzy stali najbliżej, zobaczyli, że koszyk jest niemal pusty. Radosne okrzyki ustąpiły pełnemu napięcia oczekiwaniu.

Ksiądz Bosko poszedł jeszcze sprawdzić, czy pozostałych kasztanów nie odłożono gdzieś na później. Zobaczył jednak, że są surowe. Dużego garnka w ogóle nie postawiono na ogniu.

Wtedy wypowiedział słowa, które biograf zachował w tej opowieści: „Obiecałem je chłopcom i nie chcę nie dotrzymać słowa”.

Wrócił do rozdawania. Wziął dużą dziurkowaną chochlę i nabierał nią to, co pozostało w koszyku.

Tu właśnie, według relacji, wydarzył się cud. Chochla za każdym razem wychodziła pełna, a kasztanów w koszyku jakby nie ubywało. Otrzymało je jeszcze około czterystu chłopców. Wystarczyło dla wszystkich. Kiedy Buzzetti odniósł koszyk do kuchni, została w nim jeszcze jedna porcja — dla księdza Bosko.

Na koniec rozległy się okrzyki, że ksiądz Bosko jest święty. On zaś próbował uciszyć otaczającą go młodzież.

Wspomnienie, które zostało w oratorium

Historię tę zapisał ksiądz Giovanni Battista Lemoyne, autor pierwszych tomów „Memorie Biografiche”. Podał również, skąd ją znał: usłyszał ją od Józefa Buzzettiego, a pisemne potwierdzenie otrzymał od Karola Tomatisa, dawnego wychowanka oratorium. Przekazał ją jako cudowne rozmnożenie kasztanów i odczytał jako znak opieki Maryi nad dziełem księdza Bosko.

Lemoyne dodaje, że na pamiątkę tego wydarzenia ksiądz Bosko chciał rozdawania gotowanych kasztanów wszystkim obecnym w oratorium wieczorem uroczystości Wszystkich Świętych. Zwyczaj miał przechowywać wspomnienie otrzymanego daru.

Samo wydarzenie zaczęło się przecież na cmentarzu. Chłopcy modlili się za tych, którzy odeszli, a potem wrócili do domu, w którym ktoś dotrzymał danej im obietnicy. W tym zestawieniu można zobaczyć coś bardzo bliskiego salezjańskiej duchowości: pamięć o wieczności spotyka się z troską o codzienne życie. Modlitwa za zmarłych i radość wspólnego poczęstunku mieszczą się w jednej opowieści.

Rodzina pamięta także po śmierci

Ksiądz Bosko siedzący w pierwszym rzędzie pośród grupy salezjanów na fotografii z 1870 roku.
Ksiądz Bosko w gronie salezjanów, 1870. Źródło: kolekcja własna.

Ta pamięć ma w zgromadzeniu salezjańskim konkretny kształt. Konstytucje przypominają, że wiara w zmartwychwstałego Chrystusa podtrzymuje więź ze zmarłymi współbraćmi. Regulaminy przewidują codzienne odczytywanie nekrologu podczas wspólnej modlitwy. Wracają imiona ludzi, którzy wcześniej żyli i pracowali w tej samej rodzinie zakonnej.

Po śmierci salezjanina lub nowicjusza jego wspólnota ma zatroszczyć się o odprawienie trzydziestu Mszy świętych, a każdy dom tej samej inspektorii — czyli zakonnej prowincji — o jedną Mszę. Wszyscy salezjańscy kapłani odprawiają też co roku Mszę za zmarłych współbraci w dniu następującym po liturgicznej uroczystości św. Jana Bosko.

Listopad przynosi jeszcze dwa rodzinne wspomnienia: 5 listopada wspólnoty odprawiają Mszę za zmarłych dobroczyńców i członków Rodziny Salezjańskiej, a 25 listopada, w rocznicę śmierci mamy Małgorzaty, za zmarłych rodziców współbraci.

Za tymi przepisami kryje się proste przekonanie: człowiek, któremu tyle zawdzięczamy, pozostaje objęty naszą miłością również po śmierci. Możemy nadal powierzać go Bogu.

Drugiego listopada idziemy na cmentarze z własnymi imionami w sercu. Pamiętamy rodziców, bliskich, przyjaciół, wychowawców. Historia z Valdocco może podpowiedzieć nam dwa proste gesty: pomodlić się za kogoś, kto odszedł, i podzielić się dobrem z kimś, kto jest obok. Zaprosić do stołu. Odwiedzić samotnego. Dotrzymać obietnicy.

Tak jak wtedy, gdy po powrocie z cmentarza chłopcy wyciągali czapki po kasztany — i według zachowanej opowieści żaden nie odszedł z pustymi rękami.

Przy pisaniu tego artykułu korzystaliśmy z „Memorie Biografiche” (autor: ks. Giovanni Battista Lemoyne) — z opowieści o rozmnożeniu kasztanów w tomie III, porównanej z polskim przekładem księdza Czesława Pieczeńczyka — oraz z Konstytucji i Regulaminów Towarzystwa św. Franciszka Salezego w wydaniu z 2026 roku, opisujących pamięć i modlitwę za zmarłych współbraci.